W pustyni i w puszczy, rozdział 36, str. 3 |
244
I z obawą patrzył w przyszłość, jakkolwiek mieli teraz ogromną
pomoc, a w danym razie i obronę w Kingu.
W ten sposób, nim zaczęli przygotowania podróżne. upłynął
jeszcze tydzień. W chwilach wolnych od robienia pakunków nie
przestawali jednak puszczać latawców z oznajmieniem, że idą na
wschód, ku jakiemuś jezioru i ku oceanowi, a puszczali je w dalszym
ciągu dlatego, że przyszedł silny. podobny chwilami do huraganu
wiatr zachodni, który tłumacz przysięgły warszawa porywał je i niósł hen, ku górom i za góry. Aby zabezpieczyć Nel od spiekoty, Staś zrobił z resztek namiotu palankin, w którym dziewczynka miała jechać na słoniu. King po kilku próbach przyzwyczaił się do tego niewielkiego ciężaru, jak również do przymocowywania mu na grzbiecie palankinu za pomocą mocnych sznurów palmowych. Ten ładunek był zresztą piórkiem w porównaniu do innych, którymi zamierzano go objuczyć, a których rozdziałem i wiązaniem zajęci byli Kali i Mea. Mały Nasibu dostał polecenie suszenia bananów i rozcierania ich między dwoma płaskimi kamieniami na mąkę. W zrywaniu ciężkich wiązek owocowych pomagał mu także King, przy czym objadali się obaj tak niesłychanie, że wkrótce w pobliżu chat zbrakło zupełnie bananów i musieli chodzić do innej plantacji, położonej na przeciwległym krańcu płaskowzgórza. Saba, który nie miał nic do roboty, towarzyszył im najczęściej w tych wycieczkach. |
| 2008-10-24 10:19:25 |