W pustyni i w puszczy, rozdział 38, str. 3

254 Było to widocznie hasło do boju dla wojowników, albowiem przeszło trzystu ich wysunęło się nagle z gęstwiny. Wszyscy ustawili się w długi szereg przed wioską. Staś zatrzymał Kinga w odległości stu kroków i pocByło to widocznie hasło do boju dla wojowników, albowiem przeszło trzystu ich wysunęło się
teksty tłumaczenia nagle z gęstwiny. Wszyscy ustawili się w długi szereg przed wioską. Staś zatrzymał Kinga w odległości stu kroków i począł im się przypatrywać. Słońce oświecało ich dorodne postacie, szerokie piersi i silne ramiona. Uzbrojeni byli w łuki i włócznie.
Naokół bioder mieli krótkie spódniczki z wrzosów, a niektórzy – ze skór małpich. Głowy ich zdobiły pióra strusie, papug lub wielkie peruki zdarte z czaszek pawianów. Wyglądali wojowniczo i groźnie, ale stali nieruchomie w milczeniu, albowiem zdumienie ich nie miało wprost granic i potłumiło chęć do boju. Wszystkie oczy wlepione były w Kinga, w biały palankin i w siedzącego na karku słonia białego człowieka. A jednakże słoń nie był dla nich zwierzęciem nie znanym. Przeciwnie! żyli oni pod ciągłą przemocą słoni, których całe stada wyniszczały nocami ich pola maniokowe oraz plantacje bananów i palm dum. Ponieważ włócznie i strzały nie przebijały skóry słoniowej, biedni Murzyni walczyli ze szkodnikami za pomocą ognia, za pomocą krzyków, naśladowania głosów kogucich, kopania dołów i urządzania pułapek z pni drzewnych. Ale tego, by słoń stał się niewolnikiem człowieka i pozwalał sobie siedzieć na karku, nikt z nich nigdy nie widział i żadnemu podobna rzecz nie chciała się w głowie pomieścić. Toteż widok, jaki mieli przed sobą, tak dalece przechodził wszelkie ich pojęcia i wyobrażenia, że sami nie wiedzieli, co im wypada czynić: walczyć czy uciekać, gdzie oczy poniosą, choćby przyszło pozostawić wszystko na wolę losu.
Więc w niepewności, trwodze i zdumieniu szeptali tylko wzajem
do siebie:
– O matko! co to za stworzenia przychodzą do nas i co nas czeka
z ich ręki?
255
A wtem Kali, podjechawszy do nich na rzut włóczni, stanął w
strzemionach i począł wołać:
– Ludzie, ludzie! słuchajcie głosu Kalego, syna Fumby, potężnego
króla Wa-himów znad brzegów Bassa-Narok, o, słuchajcie,
słuchajcie! i jeśli rozumiecie jego mowę, uważajcie na każde jego
słowo!
– Rozumiemy! – zabrzmiała odpowiedź z trzystu ust. – Niechaj wystąpi wasz król, niech powie imię swoje i niech otworzy uszy i wargi, aby mógł słyszeć lepiej! – M’Rua! M’Rua! – poczęły wołać liczne głosy. M’Rua wysunął się przed szereg, ale nie więcej niż na trzy kroki. Był to stary już Murzyn, wysoki i silnie zbudowany, lecz nie grzeszący widocznie zbytnią odwagą, gdyż łydki tak drżały pod nim, że musiał wbić ostrze dzidy w ziemię i oprzeć się na drzewcu, by utrzymać się na nogach.
W pustyni i w puszczy, rozdział 38, str. 3 teksty tłumaczenia fragment 20

2008-10-24 10:21:04 



tłumacz angielski email tłumacz przysięgły bramka sms premium sms multimedia biuro podróży Zakopane grafika komputerowa szamba betonowe