W pustyni i w puszczy, rozdział 7, str 3
W pustyni i w puszczy, rozdział 7, str 3 |
Staś był rad, że uzyskał choć tyle. Zastanowiwszy się nad
położeniem, doszedł do przekonania, że najprawdopodobniej złapią
ich, zanim dojadą do pierwszej katarakty, i ta myśl dodała mu otuchy.
Tymczasem chciało mu się przede wszystkim spać, obiecywał więc
sobie, że przywiąże się jakim powrozem do siodła i ponieważ nie
będzie musiał podtrzymywać Nel, zaśnie na kilka godzin.
Noc czyniła się już bledsza i szakale przestały skomleć wśród
wąwozów. Karawana miała zaraz wyruszyć, ale Sudańczycy
spostrzegłszy brzask udali się za odległą o kilka kroków skałę i tam; zgodnie z przepisami Koranu, poczęli ranne obmywania, używając jednakże piasku zamiast wody, której pragnęli zaoszczędzić. Następnie zabrzmiały ich głosy odmawiające soubhg, czyli pierwszą poranną modlitwę. Wśród głębokiej ciszy słychać było wyraźnie ich słowa: „W imię litościwego i miłosiernego Bogu Chwała niech będzie Panu, władcy świata, litościwemu i miłosiernemu w dniu sądu. Ciebie wielbimy i wyznawamy, Ciebie błagamy o pomoc. Prowadź nas po drodze tych, którym nie szczędzisz dobrodziejstw i łask, nie zaś po ścieżkach grzeszników, którzy ściągnęli na się gniew Twój i którzy błądzą. Amen.” A Staś słuchając tych głosów podniósł oczy w górę – i w tej dalekiej krainie, wśród płowych, głuchych piasków, począł mówić: „Pod Twą obronę uciekamy się, święta Boża Rodzicielko.”. |
| 2008-10-14 18:06:21 |